wtorek, 29 września 2026

Objawienia Świętego Michała Archanioła

 


Św. Michale Archaniele wstaw się za mną!


W 1950 r. pewien amerykański żołnierz, biorący udział w wojnie w Korei, napisał list do matki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że list zawierał wyznanie, które obiegło cały świat. W 1951 r. kapelan wojskowy odczytał go w obecności pięciu tysięcy żołnierzy w bazie Marynarki Wojennej w San Diego w stanie Kalifornia. Kapłan wyjawił, że rozmawiał z żołnierzem rannym na polu bitwy w Korei, z jego matką oraz sierżantem, który stał na czele patrolu. Tym kapelanem był ks. Walter Muldy. A oto treść listu napisanego przez rannego żołnierza do matki.


Kochana Mamo!
Nie ośmieliłbym się o tym napisać do nikogo innego jak tylko do Ciebie, ponieważ nikt inny nie uwierzyłby w to, co zamierzam opisać. Być może i Tobie trudno będzie w to uwierzyć, ale ja muszę o tym komuś powiedzieć. 

Przede wszystkim piszę do Ciebie z łóżka szpitalnego. Nie martw się! Zostałem ranny, ale już czuję się dobrze. Lekarze mówią, że wrócę do zdrowia w ciągu miesiąca. Ale nie o tym chciałem Ci opowiedzieć.

Pamiętasz, jak rok temu wstępowałem do armii? Pamiętasz, jak opuszczałem dom i mnie przestrzegałaś, żebym każdego dnia modlił się do św. Michała Archanioła? Wcale nie musiałaś mi o tym przypominać. Odkąd tylko sięgam pamięcią, zawsze mi powtarzałaś, żebym się modlił do tego Archanioła. Nawet dałaś mi imię na jego cześć. No cóż, mogę Cię zapewnić, że zawsze o tym pamiętałem.

Kiedy trafiłem do Korei, modliłem się nawet jeszcze więcej. Czy pamiętasz tę modlitwę, której mnie nauczyłaś?: Św. Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga… Resztę sama znasz. Zawsze ją odmawiałem. Czasami nawet, gdy maszerowaliśmy albo zatrzymywaliśmy się na odpoczynek, uczyłem jej moich towarzyszy broni.

Pewnego razu wysłano nas na zwiad w poszukiwaniu komunistów. Było bardzo zimno. Z ust wychodziły nam kłęby pary, jakbyśmy palili cygara. Myślałem, że znam wszystkich chłopaków z patrolu. A tymczasem, nagle obok mnie pojawił się jakiś żołnierz, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Był większy od wszystkichmarines, których kiedykolwiek spotkałem. (…) Czułem się bezpiecznie, mając go u swojego boku. W każdym razie maszerowaliśmy razem obok siebie, a reszta patrolu się rozproszyła. Zagadnąłem go: 

– Zimno dzisiaj, nieprawdaż? – I zacząłem się śmiać. Czyż nie jest absurdalne mówienie o pogodzie, kiedy w każdej chwili można być trafionym?

Mój kolega wydawał się rozumieć, co mam na myśli. Słyszałem jak się śmiał, ale nie tak głośno jak ja. Spojrzałem na niego i powiedziałem:

– Nigdy Cię wcześniej nie widziałem. Myślałem, że znam wszystkich z naszego oddziału.

– Właśnie dopiero co dołączyłem – odrzekł. – Jestem Michał.
– Coś takiego?! – zdziwiłem się. – To tak jak ja.
– Wiem – odparł i zaczął się modlić: – Św. Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga…

Byłem tak zaskoczony, że przez chwilę milczałem. Zastanawiałem się, skąd znał moje imię i modlitwę, której mnie nauczyłaś? Potem jednak uśmiechnąłem się sam do siebie. Pomyślałem sobie, że przecież każdy chłopak w oddziale mnie znał. Czyż nie recytowałem jej każdemu, kto tylko chciał jej słuchać? Dlaczego teraz nie mieliby jej kojarzyć ze mną?

Przez moment szliśmy nic nie mówiąc, po czym Michał przerwał milczenie:

– Za chwilę będziemy mieli kłopoty.

Z jego twarzy zniknął uśmiech. Pomyślałem sobie, że to żadna rewelacja, przecież wiadomo było, że wszędzie są komuniści i że w każdej chwili mogliśmy się na nich natknąć. Śnieg zaczął sypać mocniej, tworząc wkoło wielkie zaspy. W chwilę później cała okolica pokryła się grubą warstwą białego puchu. Zrobiło się ciemniej i pojawiła się mgła. Maszerowałem dalej, ale już nie widziałem mego towarzysza broni.

– Michał! – nagle zawołałem przestraszony i poczułem jego mocną dłoń na plecach. 
– Wkrótce się przejaśni – zapewnił mnie donośnym głosem.

Jego przewidywania się sprawdziły. Niebawem, w ciągu kilku minut śnieg przestał sypać i wyszło słońce. Rozejrzałem się dookoła. Mało serce mi nie zamarło! Przed nami stało siedmiu komunistów w swoich śmiesznych kufajkach, spodniach i czapkach. Ale wcale nie było mi do śmiechu. Stali z karabinami wycelowanymi prosto w nas!

– Michał, padnij! – krzyknąłem i sam osunąłem się na ziemię. Słyszałem jak komuniści bez przerwy strzelali. Słyszałem jak świstały kule. A Michał wciąż stał! Mamo, ci faceci nie mogli spudłować. Spodziewałem się, że ciało Michała podziurawią dosłownie jak sito. Ale on wciąż stał i nawet się nie bronił. Nie strzelał. Był sparaliżowany strachem. To się czasami zdarza, nawet najdzielniejszym żołnierzom. Był jak ptak zahipnotyzowany przez węża. W końcu sam podniosłem się z ziemi i doskoczyłem do niego, by go powalić. Wtedy poczułem ciepło w piersi. Zawsze chciałem wiedzieć, jak to jest, gdy się zostanie trafionym. Teraz już to wiem. Poczułem jeszcze silne ramiona, które mnie objęły i delikatnie położyły na ziemi. Otwarłem oczy, by jeszcze raz spojrzeć na świat. Byłem umierający.

Być może promienie słoneczne mnie oślepiły, albo po prostu byłem w szoku, ale wydaje mi się, że widziałem Michała wciąż stojącego, a jego twarz jaśniała niewypowiedzianym pięknem.

Jak już mówiłem, być może to światło słoneczne odbijające się w moich oczach sprawiło, że widziałem Michała, jak się zmieniał. Stawał się coraz większy. Jego ramiona jakby się rozrastały. Przypominał anioła. W dodatku w ręku trzymał miecz. Miecz, który rozbłysnął milionem świateł.

Cóż, to wszystko, co zapamiętałem, zanim zemdlałem. Później podbiegli do mnie kompani. Nie mam pojęcia, jak długo byłem nieprzytomny. Teraz i wtedy nie czułem gorączki ani bólu. Pamiętam, jak opowiadałem im o wrogu, który znajdował się tuż przed nimi. W końcu zapytałem ich:

– Gdzie jest Michał? – Widziałem jak się dziwili. – Kto? – spytał któryś z moich kumpli.
– Michał, taki wielki żołnierz, który szedł obok mnie, zanim nas spotkała ta zamieć– powiedziałem.
– Chłopcze – odparł sierżant. – Nikt nie szedł obok ciebie. Obserwowałem cię. Za bardzo się od nas oddaliłeś. Właśnie miałem cię zawołać, gdy zniknąłeś mi we mgle.

Spojrzał na mnie. Widać było, że coś go trapi
. Po chwili łagodnie zapytał: 

– Jak tego dokonałeś chłopcze?
– Czego?! – spytałem trochę zły i zacząłem od nowa dociekać, gdzie jest Michał.
– Synu – przerwał delikatnie sierżant. – Znam wszystkich żołnierzy ze swojego oddziału. Ty jesteś jedynym Michałem w naszej grupie. Nie ma w niej żadnego innego Michała.

Przerwał na moment i po chwili ponownie spytał: 
– Jak tego dokonałeś synu? Słyszeliśmy strzały. To nie były strzały wystrzelone z twojego karabinu. Kul nie znaleźliśmy także w ciałach siedmiu zabitych tam na wzgórzu.


Nie odezwałem się na te słowa. Bo co miałem powiedzieć? Mogłem tylko patrzeć na nich zdziwiony, tak samo jak oni patrzyli na mnie.

Sierżant ponownie przemówił: 
– Chłopcze – powiedział delikatnie – każdy z tych siedmiu komunistów zginął od uderzenia mieczem.
To wszystko, Mamo. Jak już wspominałem, być może promienie słoneczne mnie oślepiły i to wszystko mi się zdawało, a być może zimno to sprawiło. Sam nie wiem, ale musiałem o tym komuś powiedzieć.

Całuję Cię,
Twój kochający syn Michał.

* * *

Kapelan Muldy oraz sierżant stojący na czele patrolu zapewniali, że historia ta jest prawdziwa. Jest ona także dobrze znana wśród amerykańskich żołnierzy.

Oprac. Agnieszka Stelmach

Święty Michale Archaniele, 
który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga
i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. 
Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj,
za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, 
otwierając się na działanie Ducha Świętego, 
w każdej chwili dawał się Bogu, 
wypełniając z miłością Jego świętą wolę. 
Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: 
Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. 
Amen.

2 października obchodzimy Święto Aniołów Stróżów!

 
 
 
Czy wiesz, że Aniołowie to dziewiąty i ostatni chór anielski w tradycyjnej hierarchii niebiańskiej? 🕊️🤍
Aniołowie są najbliżej człowieka. Według tradycji ich misją jest opieka, pomoc, ochrona i prowadzenie ludzi na drodze dobra. To właśnie z tym chórem wiąże się tradycja Aniołów Stróżów, którzy mają czuwać nad człowiekiem i wspierać go w codziennym życiu. 🙏✨
🌟 Ich obecność przypomina nam, że nawet w chwilach samotności i trudności możemy pamiętać o Bożej opiece.
🤍 Aniołowie uczą nas troski, dobroci, pokory i zaufania. Są symbolem duchowego wsparcia oraz światła, które pomaga odnaleźć właściwą drogę.
✨ Niech ta ostatnia część naszej serii o dziewięciu chórach anielskich będzie przypomnieniem, że dobro, miłość i światło mogą towarzyszyć nam każdego dnia. 🕊️

 

29 WRZEŚNIA – ŚWIĘTO ŚWIĘTYCH ARCHANIOŁÓW

 

 
29 WRZEŚNIA – ŚWIĘTO ŚWIĘTYCH ARCHANIOŁÓW ✨🙏
Dziś szczególnie powierzamy się opiece Świętego Michała, Świętego Gabriela i Świętego Rafała. 🕊️
Niech Święty Michał chroni nas przed złem,
Święty Gabriel niesie dobre wiadomości,
a Święty Rafał prowadzi nas drogą pokoju i zdrowia. 💙
Święci Archaniołowie, módlcie się za nami! 🙏

niedziela, 20 września 2026

Peregrynacja wizerunki Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej


     Przypominam, że w naszej parafii Maryję w jej gietrzwałdzkim wizerunku będziemy gościli od soboty wieczorem do niedzielnego popołudnia w dniach 17, 18 października. Duchowo do tego wydarzenia przygotuje nas ks. Wojsław Czupryński, który 16 października poprowadzi nam dzień skupienia z nauką na temat objawień gietrzwałdzkich. Zapraszam do udziału w tych wydarzeniach. Liczę, że będzie to czas Bożej łaski dla naszej parafii.

Matka Boska Gietrzwałdzka

Obrazek 043 - Modlitwa do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

Korony obrazu znaleziono w… nasypie kolejowym! Ciekawostki o obrazie Matki Bożej Gietrzwałdzkiej

Na początku XX wieku zamalowano jego szczegóły. Tuż po koronacji z obrazu zostały skradzione korony. Z okazji rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, przypominamy zaskakującą historię ikony.

Kim jest autor?

Nie wiadomo kto namalował obraz Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Historycy szacują, że czas powstania obrazu przypada na połowę XVI wieku. Ikona przedstawia Maryję okrytą w ciemnoniebieski płaszcz, która na lewym ramieniu trzyma Dzieciątko Jezus odziane w długą, czerwoną suknię. Dzieciątko prawą rączkę układa na znak błogosławieństwa, a lewą podpiera się na księdze.

Na górze obrazu dwaj aniołowie trzymają wstęgę z napisem „Ave Regina Caelorum, ave Domina Angelorum”, co tłumaczy się na „Bądź pozdrowiona Królowo Nieba, bądź pozdrowiona Pani Aniołów”.

 Wypadki chodzą po ludziach… i obrazach

Obraz kilka razy był poddawany konserwacji, która nie zawsze kończyła się szczęśliwie. Na początku XX wieku Agata Kros zamalowała jego szczegóły. Stało się to na skutek nałożenia odmiennych farb olejnych, które spowodowały naruszenie substancji.

Obraz przeszedł ponowną renowację w 1949 roku przed przeniesieniem do ołtarza głównego w gietrzwałdzkim sanktuarium. W wyniku starań o koronację, dokładnego odrestaurowania dokonano w pracowni konserwatorskiej na Wawelu pod kierunkiem prof. T. Kozłowskiego, który wcześniej usunął warstwę farby olejnej.

 Wreszcie koronacja

10 września 1967 roku Prymas Tysiąclecia dokonał koronacji wizerunku Maryi. W tym wydarzeniu uczestniczyło wielu pielgrzymów – ponad 200 tysięcy wiernych z całej Polski, a także prawie wszyscy biskupi polscy. Uroczystość nie ominęła także ówczesnego metropolity krakowskiego, Karola Wojtyły.

Od tamtej pory ożywił się ruch pielgrzymkowy na ziemi warmińskiej. Zmierzający do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, modlili się słowami pieśni:

Od wszystkich na świecie opuszczeni, 
jak nędzarze głodni i spragnieni
przyszli, Matko, byś nas nakarmiła
i pociechą serca napoiła
.

kradzione korony i ponowna koronacja

Rok po koronacji obrazu, nieznani sprawcy ukradli korony. Zakonny kronikarz opisał to wydarzenie następująco: „W nocy z 10 na 11-go września dokonano włamania do naszego kościoła. Złoczyńcy zniszczyli witraż obok ołtarza Matki Bożej Bolesnej w lewej nawie, przedostali się do kościoła i po ściągnięciu siłą zasłony z cudownego Obrazu zrabowali korony z głów Matki Bożej i Dzieciątka Jezus”. Dalej dowiadujemy się, że włamanie zauważył kleryk Piotr Szmatta. Sprawców nigdy nie zidentyfikowano, natomiast korony zostały znalezione jeszcze tego samego roku w nasypie kolejowym w pobliżu Kraśnika na Lubelszczyźnie.

Rok później, po naprawieniu koron, rekoronacji dokonał ks. bp Józef Drzazga. Od tego wydarzenia obraz Matki Bożej Gietrzwałdzkiej zaczęto nazywać „Matki Bożej dwakroć koronowanej”, jednak nazwa nie zachowała się do dzisiaj. Obraz obecnie znajduje się w ołtarzu głównym w Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej.

Źródła:

Kazimierz Łatak, „Koronacja i rekoronacja obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej”, Komunikaty Mazursko-Warmińskie 2008;

Helena Teresa Kupiszewska, „Królowa Polski o wielu obliczach. Wizerunki Matki Bożej koronowane przez Prymasa Tysiąclecia Stefana kardynała Wyszyńskiego”, Fundacja „Czas to Miłość”, Częstochowa 2014
;

sanktuariummaryjne.pl;

 

sobota, 19 września 2026

180 rocznica obiawień Matki Boskiej z La Salette

 



Dokładnie 180 lat temu - 19 września 1846 r. we francuskich Alpach ukazała się Ona dwojgu pastuszkom, które akurat wyszły pilnować krów.
Tymi dziećmi byli 11-letni Maksymin Giraud i 14-letnia Melania Calvat. Gdy po raz pierwszy ujrzeli Piękną Panią, siedziała Ona na kamieniu z twarzą ukrytą w dłoniach i płakała. Była wysoka i cała ze światła, ubrana jak miejscowe kobiety. Dopiero później wstała i zaczęła do nich mówić. Zwracała się do dzieci najpierw po francusku, a następnie w miejscowym dialekcie, aby mogły dobrze zrozumieć Jej słowa.
Szczególnie wymowny był również Jej wygląd. Światło otaczające Maryję miało, według relacji dzieci, promieniować z wielkiego krzyża znajdującego się na Jej piersi. Przy krzyżu znajdowały się młotek i obcęgi, a Maryję otaczały róże. Po zakończeniu rozmowy weszła na pobliskie wzniesienie i zniknęła w świetle.
Matka Boża Saletyńska w przekazanym Orędziu m.in. napiętnowała niewypełnianie obowiązku uczestnictwa w coniedzielnej Eucharystii, naruszenie świątecznego odpoczynku, zaniedbanie codziennej modlitwy, a także wypominała wypowiadane bluźnierstwa i przekleństwa oraz niezachowanie nakazanych postów. ☝
Orędzie z La Salette jest jednak nie tylko upomnieniem. Jego sercem jest wezwanie do nawrócenia, modlitwy i powrotu człowieka do Boga. Maryja nie zatrzymuje uwagi na sobie, lecz wielokrotnie kieruje ją ku swojemu Synowi. Na zakończenie powierza dzieciom szczególną misję: „A więc, moje dzieci, przekażcie to całemu mojemu ludowi”.
We fragmencie orędzia Maryja mówiła: "Ach, moje dzieci, trzeba się dobrze modlić, rano i wieczorem. Jeżeli nie macie czasu, odmawiajcie przynajmniej Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo, a jeżeli będziecie mogły, módlcie się więcej".
Pięć lat po wydarzeniu, 19 września 1851 r., po przeprowadzeniu długiego i szczegółowego dochodzenia kościelnego, biskup Grenoble Philibert de Bruillard oficjalnie uznał objawienie. W wydanym orzeczeniu stwierdził, że objawienie Najświętszej Maryi Panny dwojgu pasterzom na górze La Salette „nosi wszelkie znamiona prawdy i wierni mogą w nie wierzyć bez obawy błędu”. Kilka lat później jego następca, bp Jacques-Marie-Achille Ginoulhiac, po kolejnym dochodzeniu potwierdził tę decyzję słowami: „Misja pasterzy zakończyła się, rozpoczyna się misja Kościoła”.
Mówi się, że La Salette to sanktuarium blisko Nieba. 😉 Nic dziwnego. Jest to miejsce kultu maryjnego położone na wysokości 1820 metrów n.p.m.
Do dziś jednym z najbardziej przejmujących obrazów La Salette pozostaje Maryja, która płacze. Nie ukazuje się jako odległa Królowa, lecz jako Matka zatroskana o swoje dzieci. Jej łzy stają się niemym wołaniem o pojednanie człowieka z Bogiem. Dlatego duchowość La Salette tak mocno związana jest z nawróceniem i pojednaniem.
Cóż, Matka Boża płakała nad światem w La Salette... Jeśli ludzkość się nie nawróci to wypełnią się słowa orędzia oficjalnie zatwierdzonego przez Kościół jako prawdziwe. Jednak modlitwy, posty mają moc zmiany wszelkich proroctw. Nawracajmy się więc i wierzmy w Ewangelię. ☝️
Może więc po 180 latach warto raz jeszcze usłyszeć wołanie Płaczącej Matki. Nie jako historię należącą wyłącznie do XIX wieku, ale jako pytanie skierowane również do nas: ile miejsca w naszej codzienności naprawdę pozostawiamy Bogu?
A na uwieńczenie tego wpisu zawołajmy do Pięknej Pani:
Pomnij, o Matko Boża Saletyńska, prawdziwa Matko Bolesna, na łzy wylane za mnie na Kalwarii.
Pomnij także na trudy, których się nieustannie dla mnie podejmujesz,
aby mnie zasłonić przed sprawiedliwością Bożą.
Czyż tedy teraz możesz opuścić dziecko swoje, skoro dla niego tak wiele już uczyniłaś?
Tą pocieszającą myślą ożywiony, upadam do stóp Twoich, choć tak niewierny jestem i niewdzięczny.
Nie odrzucaj modlitwy mojej, o przeczysta Dziewico, Pojednawczymi Grzeszników,
lecz nawróć mnie i wyjednaj mi tę łaskę, bym Jezusa umiłował(-a) nade wszystko,
a Ciebie pocieszał(-a) życiem świątobliwym,
bym mógł (mogła) kiedyś oglądać Cię w niebie. Amen
Matko Boża Saletyńska, módl się za nami.
Spokojnego dnia! 🌹
wiadomości ze strony: 

czwartek, 17 września 2026

Swięta Hildegrada z Bingen

 

 



Mamy dziś czwartek, 17 września, a Kościół daje nam w tym dniu niezwykłą przewodniczkę – świętą Hildegardę z Bingen. Chcę Wam dzisiaj opowiedzieć o tej niesamowitej kobiecie, bo jej życie to przepiękny dowód na to, jak wielkie rzeczy Bóg może uczynić w sercu człowieka, który całkowicie Mu zaufa.
Wyobraźcie sobie XII wiek. Czasy trudne, surowe, w których rola kobiety była zupełnie inna niż dziś. I właśnie wtedy, w Niemczech, rodzi się mała dziewczynka. Jako dziesiąte dziecko w rodzinie, zgodnie z ówczesnym zwyczajem, zostaje ofiarowana Bogu. Już jako mała dziewczynka Hildegarda trafia pod opiekę pobożnej pustelnicy, Jutty, i dorasta w ciszy klasztoru.
Od najmłodszych lat Hildegarda doświadczała czegoś niezwykłego – widziała Boże światło. Miała wizje, w których Pan Bóg pokazywał jej tajemnice wiary, wszechświata i miłości, jaką darzy każdego z nas. Ale czy wiecie, co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Hildegarda była tak skromna i pokorna, że przez lata nikomu o tym nie mówiła. Nie chciała rozgłosu, nie szukała poklasku. Po prostu trwała w cichej modlitwie, wykonując swoje codzienne, zwyczajne obowiązki.
Dopiero gdy miała ponad 40 lat, usłyszała wyraźny głos Boga, który polecił jej spisać to, co widzi. I choć czuła się słaba, niewykształcona i niegodna takiego zadania, posłuchała. Zaufała Mu całkowicie. To właśnie jest pierwsza, piękna lekcja dla nas, Drodzy Przyjaciele: Pan Bóg nie wybiera nas dlatego, że jesteśmy idealni, mądrzy w oczach świata czy silni. On daje nam swoją łaskę, a naszym zadaniem jest po prostu powiedzieć: „Tak, Panie, zrób ze mną, co zechcesz”.
Kiedy Hildegarda otworzyła się na działanie Ducha Świętego, stało się coś niesamowitego. Ta prosta zakonnica zaczęła pisać głębokie księgi teologiczne, choć nie kończyła uniwersytetów. Zaczęła komponować przepiękną, anielską muzykę, która do dziś porusza serca i unosi duszę prosto do nieba. Ale to nie wszystko! Święta Hildegarda z wielką czułością przyglądała się światu, który stworzył Bóg. Zrozumiała, że wszystko wokół nas – rośliny, zioła, minerały – to dary od kochającego Ojca, które mają nam służyć. Została jedną z pierwszych w historii lekarek. Leczyła ludzkie ciała za pomocą ziół i naturalnych sposobów, ale zawsze podkreślała jedno: prawdziwe zdrowie zaczyna się w duszy. Uczyła, że człowiek jest całością, a grzech, smutek i brak zgody z Bogiem przynoszą choroby także naszemu ciału.
Jej mądrość była tak wielka, że z czasem zaczęli do niej przyjeżdżać po poradę biskupi, książęta, a nawet papieże i cesarze! Taka była moc Bożego Ducha w tej pokornej, słabej fizycznie kobiecie. Kilka lat temu, papież Benedykt XVI, widząc ogrom jej duchowego bogactwa, ogłosił ją Doktorem Kościoła Powszechnego.
Kochani, po co Bóg daje nam dziś, w XXI wieku, świętą Hildegardę?
Myślę, że po to, by przypomnieć nam o harmonii. Żyjemy w świecie pełnym hałasu, lęku, pośpiechu. Często czujemy się rozerwani i zmęczeni. A święta Hildegarda bierze nas dziś za rękę i mówi cichym głosem: „Zaufaj. Bóg jest w centrum. Kiedy postawisz Go na pierwszym miejscu, wszystko inne ułoży się w piękną melodię”. Uczy nas, byśmy dbali o swoje dusze przez codzienną modlitwę, karmienie się Słowem Bożym i sakramentami. Ale uczy też, byśmy z szacunkiem i wdzięcznością traktowali nasze ciała – dbali o odpoczynek, dobre jedzenie, cieszyli się spacerem po lesie, dostrzegając w każdym drzewie uśmiech Stwórcy.
Niech ten dzisiejszy dzień będzie dla nas zachętą do tego, by wpuścić Boże światło do każdego zakamarka naszego życia. Bóg pragnie Waszego uzdrowienia – zarówno z fizycznych dolegliwości, jak i z ran serca.
Panie Boże, Ty jesteś źródłem wszelkiego życia, światła i prawdziwej harmonii. Dziękuję Ci za dar świętej Hildegardy, którą napełniłeś swoim Duchem i obdarzyłeś niezwykłą mądrością.
Święta Hildegardo, ty, która z taką czułością potrafiłaś odczytywać Bożą miłość w każdym stworzeniu, módl się za mną. Wyproś mi u Boga łaskę wewnętrznego pokoju. Pomóż mi, proszę, ufać Mu tak bezgranicznie, jak ty ufałaś, nawet w chwilach słabości i ciemności.
Przewodniczko na drogach duszy i ciała, uproś dla mnie i moich bliskich zdrowie. Naucz mnie dbać o moje serce, by było zawsze czyste i gotowe na przyjęcie Bożych natchnień. Pomóż mi żyć w harmonii z Bogiem, z ludźmi i z całym stworzonym światem. Niech moje codzienne, zwyczajne życie, staje się piękną pieśnią, która przynosi chwałę naszemu Niebieskiemu Ojcu.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.