
poniedziałek, 26 października 2026
wtorek, 29 września 2026
Objawienia Świętego Michała Archanioła
Św. Michale Archaniele wstaw się za mną!
W 1950 r. pewien amerykański żołnierz, biorący udział w wojnie w Korei, napisał list do matki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że list zawierał wyznanie, które obiegło cały świat. W 1951 r. kapelan wojskowy odczytał go w obecności pięciu tysięcy żołnierzy w bazie Marynarki Wojennej w San Diego w stanie Kalifornia. Kapłan wyjawił, że rozmawiał z żołnierzem rannym na polu bitwy w Korei, z jego matką oraz sierżantem, który stał na czele patrolu. Tym kapelanem był ks. Walter Muldy. A oto treść listu napisanego przez rannego żołnierza do matki.
Nie ośmieliłbym się o tym napisać do nikogo innego jak tylko do Ciebie, ponieważ nikt inny nie uwierzyłby w to, co zamierzam opisać. Być może i Tobie trudno będzie w to uwierzyć, ale ja muszę o tym komuś powiedzieć.
Przede wszystkim piszę do Ciebie z łóżka szpitalnego. Nie martw się! Zostałem ranny, ale już czuję się dobrze. Lekarze mówią, że wrócę do zdrowia w ciągu miesiąca. Ale nie o tym chciałem Ci opowiedzieć.
Pamiętasz, jak rok temu wstępowałem do armii? Pamiętasz, jak opuszczałem dom i mnie przestrzegałaś, żebym każdego dnia modlił się do św. Michała Archanioła? Wcale nie musiałaś mi o tym przypominać. Odkąd tylko sięgam pamięcią, zawsze mi powtarzałaś, żebym się modlił do tego Archanioła. Nawet dałaś mi imię na jego cześć. No cóż, mogę Cię zapewnić, że zawsze o tym pamiętałem.
Kiedy trafiłem do Korei, modliłem się nawet jeszcze więcej. Czy pamiętasz tę modlitwę, której mnie nauczyłaś?: Św. Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga… Resztę sama znasz. Zawsze ją odmawiałem. Czasami nawet, gdy maszerowaliśmy albo zatrzymywaliśmy się na odpoczynek, uczyłem jej moich towarzyszy broni.
Pewnego razu wysłano nas na zwiad w poszukiwaniu komunistów. Było bardzo zimno. Z ust wychodziły nam kłęby pary, jakbyśmy palili cygara. Myślałem, że znam wszystkich chłopaków z patrolu. A tymczasem, nagle obok mnie pojawił się jakiś żołnierz, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Był większy od wszystkichmarines, których kiedykolwiek spotkałem. (…) Czułem się bezpiecznie, mając go u swojego boku. W każdym razie maszerowaliśmy razem obok siebie, a reszta patrolu się rozproszyła. Zagadnąłem go:
Mój kolega wydawał się rozumieć, co mam na myśli. Słyszałem jak się śmiał, ale nie tak głośno jak ja. Spojrzałem na niego i powiedziałem:
– Nigdy Cię wcześniej nie widziałem. Myślałem, że znam wszystkich z naszego oddziału.
– Właśnie dopiero co dołączyłem – odrzekł. – Jestem Michał.
– Coś takiego?! – zdziwiłem się. – To tak jak ja.
– Wiem – odparł i zaczął się modlić: – Św. Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga…
Byłem tak zaskoczony, że przez chwilę milczałem. Zastanawiałem się, skąd znał moje imię i modlitwę, której mnie nauczyłaś? Potem jednak uśmiechnąłem się sam do siebie. Pomyślałem sobie, że przecież każdy chłopak w oddziale mnie znał. Czyż nie recytowałem jej każdemu, kto tylko chciał jej słuchać? Dlaczego teraz nie mieliby jej kojarzyć ze mną?
Przez moment szliśmy nic nie mówiąc, po czym Michał przerwał milczenie:
– Za chwilę będziemy mieli kłopoty.
Z jego twarzy zniknął uśmiech. Pomyślałem sobie, że to żadna rewelacja, przecież wiadomo było, że wszędzie są komuniści i że w każdej chwili mogliśmy się na nich natknąć. Śnieg zaczął sypać mocniej, tworząc wkoło wielkie zaspy. W chwilę później cała okolica pokryła się grubą warstwą białego puchu. Zrobiło się ciemniej i pojawiła się mgła. Maszerowałem dalej, ale już nie widziałem mego towarzysza broni.
– Michał! – nagle zawołałem przestraszony i poczułem jego mocną dłoń na plecach.
– Wkrótce się przejaśni – zapewnił mnie donośnym głosem.
Jego przewidywania się sprawdziły. Niebawem, w ciągu kilku minut śnieg przestał sypać i wyszło słońce. Rozejrzałem się dookoła. Mało serce mi nie zamarło! Przed nami stało siedmiu komunistów w swoich śmiesznych kufajkach, spodniach i czapkach. Ale wcale nie było mi do śmiechu. Stali z karabinami wycelowanymi prosto w nas!
Być może promienie słoneczne mnie oślepiły, albo po prostu byłem w szoku, ale wydaje mi się, że widziałem Michała wciąż stojącego, a jego twarz jaśniała niewypowiedzianym pięknem.
Jak już mówiłem, być może to światło słoneczne odbijające się w moich oczach sprawiło, że widziałem Michała, jak się zmieniał. Stawał się coraz większy. Jego ramiona jakby się rozrastały. Przypominał anioła. W dodatku w ręku trzymał miecz. Miecz, który rozbłysnął milionem świateł.
Cóż, to wszystko, co zapamiętałem, zanim zemdlałem. Później podbiegli do mnie kompani. Nie mam pojęcia, jak długo byłem nieprzytomny. Teraz i wtedy nie czułem gorączki ani bólu. Pamiętam, jak opowiadałem im o wrogu, który znajdował się tuż przed nimi. W końcu zapytałem ich:
– Gdzie jest Michał? – Widziałem jak się dziwili. – Kto? – spytał któryś z moich kumpli.
Spojrzał na mnie. Widać było, że coś go trapi. Po chwili łagodnie zapytał:
– Jak tego dokonałeś chłopcze?
– Czego?! – spytałem trochę zły i zacząłem od nowa dociekać, gdzie jest Michał.
– Synu – przerwał delikatnie sierżant. – Znam wszystkich żołnierzy ze swojego oddziału. Ty jesteś jedynym Michałem w naszej grupie. Nie ma w niej żadnego innego Michała.
Przerwał na moment i po chwili ponownie spytał:
– Jak tego dokonałeś synu? Słyszeliśmy strzały. To nie były strzały wystrzelone z twojego karabinu. Kul nie znaleźliśmy także w ciałach siedmiu zabitych tam na wzgórzu.
Nie odezwałem się na te słowa. Bo co miałem powiedzieć? Mogłem tylko patrzeć na nich zdziwiony, tak samo jak oni patrzyli na mnie.
Sierżant ponownie przemówił:
– Chłopcze – powiedział delikatnie – każdy z tych siedmiu komunistów zginął od uderzenia mieczem.
To wszystko, Mamo. Jak już wspominałem, być może promienie słoneczne mnie oślepiły i to wszystko mi się zdawało, a być może zimno to sprawiło. Sam nie wiem, ale musiałem o tym komuś powiedzieć.
Całuję Cię,
Twój kochający syn Michał.
Kapelan Muldy oraz sierżant stojący na czele patrolu zapewniali, że historia ta jest prawdziwa. Jest ona także dobrze znana wśród amerykańskich żołnierzy.
Oprac. Agnieszka Stelmach
który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga
i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli.
Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj,
za Twoim przykładem, na początku nowego dnia,
otwierając się na działanie Ducha Świętego,
w każdej chwili dawał się Bogu,
wypełniając z miłością Jego świętą wolę.
Niech razem z Tobą wołam bez ustanku:
Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego.
Amen.
2 października obchodzimy Święto Aniołów Stróżów!
29 WRZEŚNIA – ŚWIĘTO ŚWIĘTYCH ARCHANIOŁÓW
niedziela, 20 września 2026
Peregrynacja wizerunki Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej
Przypominam, że w naszej parafii Maryję w jej gietrzwałdzkim wizerunku będziemy gościli od soboty wieczorem do niedzielnego popołudnia w dniach 17, 18 października. Duchowo do tego wydarzenia przygotuje nas ks. Wojsław Czupryński, który 16 października poprowadzi nam dzień skupienia z nauką na temat objawień gietrzwałdzkich. Zapraszam do udziału w tych wydarzeniach. Liczę, że będzie to czas Bożej łaski dla naszej parafii.
Matka Boska Gietrzwałdzka
Korony obrazu znaleziono w… nasypie kolejowym! Ciekawostki o obrazie Matki Bożej Gietrzwałdzkiej
Na początku XX wieku zamalowano jego szczegóły. Tuż po koronacji z obrazu zostały skradzione korony. Z okazji rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, przypominamy zaskakującą historię ikony.
Kim jest autor?
Nie wiadomo kto namalował obraz Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Historycy szacują, że czas powstania obrazu przypada na połowę XVI wieku. Ikona przedstawia Maryję okrytą w ciemnoniebieski płaszcz, która na lewym ramieniu trzyma Dzieciątko Jezus odziane w długą, czerwoną suknię. Dzieciątko prawą rączkę układa na znak błogosławieństwa, a lewą podpiera się na księdze.
Na górze obrazu dwaj aniołowie trzymają wstęgę z napisem „Ave Regina Caelorum, ave Domina Angelorum”, co tłumaczy się na „Bądź pozdrowiona Królowo Nieba, bądź pozdrowiona Pani Aniołów”.
Wypadki chodzą po ludziach… i obrazach
Obraz kilka razy był poddawany konserwacji, która nie zawsze kończyła się szczęśliwie. Na początku XX wieku Agata Kros zamalowała jego szczegóły. Stało się to na skutek nałożenia odmiennych farb olejnych, które spowodowały naruszenie substancji.
Obraz przeszedł ponowną renowację w 1949 roku przed przeniesieniem do ołtarza głównego w gietrzwałdzkim sanktuarium. W wyniku starań o koronację, dokładnego odrestaurowania dokonano w pracowni konserwatorskiej na Wawelu pod kierunkiem prof. T. Kozłowskiego, który wcześniej usunął warstwę farby olejnej.
Wreszcie koronacja
10 września 1967 roku Prymas Tysiąclecia dokonał koronacji wizerunku Maryi. W tym wydarzeniu uczestniczyło wielu pielgrzymów – ponad 200 tysięcy wiernych z całej Polski, a także prawie wszyscy biskupi polscy. Uroczystość nie ominęła także ówczesnego metropolity krakowskiego, Karola Wojtyły.
Od tamtej pory ożywił się ruch pielgrzymkowy na ziemi warmińskiej. Zmierzający do Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, modlili się słowami pieśni:
Od wszystkich na świecie opuszczeni,
jak nędzarze głodni i spragnieni
przyszli, Matko, byś nas nakarmiła
i pociechą serca napoiła.
kradzione korony i ponowna koronacja
Rok po koronacji obrazu, nieznani sprawcy ukradli korony. Zakonny kronikarz opisał to wydarzenie następująco: „W nocy z 10 na 11-go września dokonano włamania do naszego kościoła. Złoczyńcy zniszczyli witraż obok ołtarza Matki Bożej Bolesnej w lewej nawie, przedostali się do kościoła i po ściągnięciu siłą zasłony z cudownego Obrazu zrabowali korony z głów Matki Bożej i Dzieciątka Jezus”. Dalej dowiadujemy się, że włamanie zauważył kleryk Piotr Szmatta. Sprawców nigdy nie zidentyfikowano, natomiast korony zostały znalezione jeszcze tego samego roku w nasypie kolejowym w pobliżu Kraśnika na Lubelszczyźnie.
Rok później, po naprawieniu koron, rekoronacji dokonał ks. bp Józef Drzazga. Od tego wydarzenia obraz Matki Bożej Gietrzwałdzkiej zaczęto nazywać „Matki Bożej dwakroć koronowanej”, jednak nazwa nie zachowała się do dzisiaj. Obraz obecnie znajduje się w ołtarzu głównym w Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej.
Źródła:
Kazimierz Łatak, „Koronacja i rekoronacja obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej”, Komunikaty Mazursko-Warmińskie 2008;
Helena
Teresa Kupiszewska, „Królowa Polski o wielu obliczach. Wizerunki Matki
Bożej koronowane przez Prymasa Tysiąclecia Stefana kardynała
Wyszyńskiego”, Fundacja „Czas to Miłość”, Częstochowa 2014;
sanktuariummaryjne.pl;



